Jeden dzień z życia leniwej Nie-leniwej Pani Domu…

Stare mądre powiedzenie: „święta , święta i po świętach” niesie za sobą poczucie objedzenia, o dziwo zmęczenia oraz trochę rozleniwienia. Co prawda pomimo, iż w tym roku to ja miałam okazję pełnić zaszczytną rolę gościa, to jednak czuję się nieco oderwana, rozbita. Nawet dzisiejsze słonce nie dało rady naładować mnie dostateczną dawką energii.

kasza 2.jpg

Także, żeby nie było, że jestem zawsze taka pracowita i niezniszczalna. Dzisiejszy obiad w wersji nie tylko fit ale również fast, tylko w nieco zdrowszej wersji…

Składniki:
– mieszanka kasz i ryżu
– pieczarki
– papryka
– bób (mrożony)
– cukinia
– oliwki
– nać pietruszki
– suszone pomidory

Kaszę i ryż, bób ugotować. Warzywa surowe podsmażyć lekko na oleju kokosowym. Pokroić suszone pomidory, pietruszkę i oliwki. Wszystko razem połączyć, doprawić sosem sojowym, ziołami, pieprzem, solą i gotowe.

kasza 1.jpeg

Cóż czasami i takie dni bywają. Dodam, że dzisiejszy obiad jest świetnym pomysłem na lunch do pracy ( o ile cokolwiek zostanie)…

 

 

Advertisements

Warmińsko-mazurskie spotkanie blogerek- wspomnienia…

 

O tym, jak bardzo pozytywna energia może być zaraźliwa mogłam się przekonać na tegorocznym Warmińsko-Mazurskim spotkaniu blogerów, zorganizowanym z okazji Dnia Kobiet. Organizatorką zlotu szalonych kobiet była Roksana Prusaczyk, na co dzień prowadząca bloga Dzwoneczkowo. Roksana „Brawo Ty”, pełen profesjonalizm, „10” za atrakcje i atmosferę. Nie wiem, jak Ty tego dokonałaś, że pomimo iż nie miałam okazji poznać dziewczyn nigdy wcześniej, miałam wrażenie jakbyśmy znały się od kilku lat…

W-M PLAKAT

To spotkanie było dla mnie szczególnie bliskie, gdyż odbyło się w moim kochanym Olsztynie, gdzie miałyśmy okazję docenić walory nowo wyremontowanego hotelu, restauracji Kopernik. Partnerami spotkania były również: 7 th Heaven, który obdarował nas niezłym zapasem maseczek do twarzy (oj będzie się działo) oraz Prószyński i S-ka, który w podarował nam książeczkę Różowa Czapeczka. W mgnieniu oka znalazła się ona w rękach mojej córci.

maseczki.jpeg

Ale wszystko od początku…

Tegoroczny Dzień kobiet trochę mi się przeciągnął, nawet nie myślałam, że będzie tak wyjątkowy. Zawsze uwielbiałam poznawać nowych ludzi, a spotkania w gronie kreatywnych kobiet są dla mnie jak baterie power turbo. Tym razem również naładowałam akumulatory na maksa. Poznałam wyjątkowych ludzi, których łączy jedno otóż- pasja, i to nie jedyna.

W ramach warsztatów miałyśmy okazję zapoznać się z produktami firmy Melaleuca, o których z zamiłowaniem opowiadały Justyna Muzyczuk i Aldona Kondrat. W dobie wszechogarniającej chemii i problemów cywilizacyjnych, jakimi są problematyczne alergie, miałam okazję zapoznać się z kosmetykami oraz produktami stosowanymi do pielęgnacji domu, opartymi na naturalnych składnikach. Niestety sama w swojej rodzinie borykam się z problemem alergii, więc temat był jak najbardziej dla mnie strzałem w dziesiątkę. A tak swoją drogą, byłam pod ogromnym wrażeniem, jak Justyna i Aldona z pasją opowiadały o swojej pracy… Dziewczyny dla każdej z uczestniczek spotkania przygotowały prezent niespodziankę, ja wylosowałam świetny krem, który idealnie wpasował się do mojej kosmetyczki.

kosmetyki.jpeg

Dzień rozkręcał się coraz bardziej. Będąc małą dziewczynką, a było to bardzo dawno temu bawiłam się, że jestem panią kwiaciarkę. O zgrozo obecnie kwiaty nie bardzo mnie lubią i jak do tej pory przetrwały w moim domu jedynie dwa. No może jako sukces florystyczny mogę zaliczyć moje zamiłowanie do ozdabiania swoich tortów żywymi kwiatami. I oto na Spotkaniu dano mi szansę na zmierzenie się z wyzwaniem florystycznym. Fragment swoich tajników przekazały nam dwie miłośniczki darów natury, na co dzień działające w olsztyńskiej kwiaciarni Kwietnik. Może nie jestem szczególnie uzdolniona w tej dziedzinie, ale udało mi się własnoręcznie przygotować stroik – namiastkę wiosny, zamkniętą w słoiku. Niby takie proste, a jednak… Dziewczyny, będę do Was wracać, są pewne rzeczy, które należy zostawić profesjonalistom…

W-M KWIACIARKI

 

słoik.jpeg

moja twórczość artystyczna…

Kulminacyjnym punktem warmińsko-mazurskiego spotkania blogerów były warsztaty, ba uczta zapachów z Anią Wałukanis KLU ART. Zawsze wydawało mi się, że zrobienie własnoręcznie świecy graniczy z moimi możliwościami. Otóż nie, to jest bajecznie proste, ba rzekłabym bardzo przyjemne i szybkie. Tak, zrobienie świecy zajmuje dosłownie chwilę. A wiedzę tę zawdzięczam właśnie Ance, kobiecie petardzie- tak to określenie idelnie pasuje do niej, co prawda lont zamieniła na knot, ale moc jest…

W-M ZAPACHY

MOJE ŚWIECE.jpg

Jak już napisałam na samym początku, takie spotkania to przede wszystkim nowe znajomości. Każda z nas na pozór inna, ale każda ma cel, pasję, energię, radość. Dziękuję Wam wszystkim razem, ale i z osobna za wspaniale spędzony czas. Dziewczyny, oby częściej i oby jeszcze w większym gronie.

W-M 1 GRUPOWE

No i wisienka na torcie, a raczej „truskawka” – na spotkaniu miałam ogromne szczęście spotkać jeszcze dwie blogerki kulinarne, takie same maniaczki od garów jak ja. I to skąd, otóż z Olsztyna. Trzy bratnie dusze, które w ramach relaksu wybierają blachę lub garnek zamiast spa… (no bez przesady, ale fakt wszystkie trzy czerpią radość z gotowania). Coś czuję, ba jestem przekonana, że ta znajomość nie jest przypadkowa i będzie miała wspaniałą przyszłość. Także, Olsztynie miej się na baczności…

my

Natasza (Sajkofanka Smaku), Maja (kuchnia psychola) no i ja …

 

 

Z tęsknoty za słońcem…

Czy Wy również tak bardzo tęsknicie za promieniami słońca?

Dopiero co zima tak naprawdę pokazała na co ja stać, a ja już mam dość i pragnę wiosny, wiosny… Choć nie widać jej za oknem, to przynajmniej jest na moim talerzu.

dziem 2

A tak przy okazji, to potrzeba jest matką wynalazców. I tu muszę się przyznać, że potrzeba dżemu zrodziła się z chęcią na naleśniki. A że akurat jestem chwilowo uziemiona w domu i jakiegokolwiek dżemu w mojej spiżarni już brak, musiałam go sobie sama stworzyć. Niemal celebrowana przeze mnie ostatnia dynia ze spiżarni świetnie wkomponowała się w kilogramy cytrusów, które w ostatnim czasie pochłaniam bez umiaru. I w ten oto sposób powstał bardzo szybko dżem dyniowo-pomarańczowy z odrobiną nuty cytryny, limonki, imbiru i cynamonu.

Składniki:
-1 kg pokrojonej dyni (mrożona również spełni swoje zadanie)
-4 pomarańcze
– 1 cytryna
– 1 limona
– 1 łyżka startego imbiru
– 1 laska cynamonu
– 1 szkl. brązowego cukru (cukier dodaję wg. smaku)

Wykonanie:

Dynię zasypać cukrem na ok. 1 godz. Następnie podlać odrobiną wody (1/3 szkl.) i lekko podgotować z laską cynamonu. Z 2 pomarańczy dokładnie wycisnąć sok, z 2 pozostałych wyciąć fileciki. Wrzucić do dyni i razem gotować, co chwile mieszając. W tym momencie dodałam również imbir, który nie tylko ma wspaniałe właściwości smakowe, ale również prozdrowotne. Z cytryny i limonki zetrzeć skórkę (oczywiście po uprzednim ich wyszorowaniu i sparzeniu), wycisnąć sok i dodać do bazy. Wszystko razem pogotować – ok. 1 godz. Kiedy dynia będzie już miękka, wyjąć laskę cynamonu i wszystko zblendować. Można oczywiście doprawić dżem cukrem lub cytryną wg. uznania.

Dżem ten nie należy do klasycznych powideł, które smażone są przez trzy dni. To raczej szybki dodatek do krótkiego przychowania w lodówce. Oczywiście można go przygotować do spiżarni, ale wówczas należy go dłużej smażyć i następnie zapasteryzować.

Z uwagi , iż nie wyszło go dużo jak dla armii wojska i jest bardzo smaczny nie przetrwa w mojej lodówce dłużej niż kilka dni.

 

Jak dobrze wypaść, żeby nie wypaść… Czyli trochę mądrych rad na temat przyjęć…

Można by rzec: Musztarda po obiedzie, spóźniony zapłon czy bardziej optymistycznie: Lepiej późno niż wcale… Ja, ta z natury optymistka wybieram wariant trzeci.

No cóż, choć karnawał już za nami, to jednak w najbliższej perspektywie są Święta. A wiedza jaką ostatnio posiadłam, a którą chciałabym się z Wami podzielić jest bezcenna. Niby tak ja już duża, niby taka doświadczona, a zawsze o czymś istotnym zapominam.

 Teraz już raczej mi się to nie przydarzy, odkąd wynalazłam w swojej biblioteczce książkę, ba wręcz podręcznik savoir vivre pt. „Desery” autorstwa W. Długosz i A. Szczepańska. Książka z 1958 roku, bardzo mnie zaintrygowała, nie tylko praktyczną wiedzą na temat ciekawych przepisów, ale również zagadnieniem, wręcz istną procedurą przygotowania przyjęcia. Przepisy oczywiście będę testować i w swoim czasie zdam szczegółową relację. Ale tym razem nie o tym.

2 przyjecie

Posłużę się zatem kilkoma cennymi cytatami:

Po 1.

„Każda gospodyni co pewien okres czasu staje wobec problemu zorganizowania niewielkiego i niekosztownego przyjęcia popołudniowego z okazji wizyty krewnych, znajomych lub imienin”.

No cóż samo przygotowanie przyjęcia (tak znamiennie powiedziane) nie stanowi dla mnie raczej większego problemu, gorzej ze spełnieniem kryterium niewielkiego i co gorsza niekosztownego. Ot jest sztuka, którą chciałabym zgłębić…

Po 2.

„Przygotowując słodki podwieczorek należy: a) ustalić datę przyjęcia, b) obliczyć ilość zaproszonych gości, c) ustalić dokładnie zestaw posiłków- oczywiście w zależności od możliwości finansowych. Następną czynnością jest wcześniejsze zakupienie przewidzianych w zestawie produktów i odpowiednie ich przychowanie. Należy także pamiętać o przygotowaniu odpowiedniej ilości naczyń, sprzętu stołowego, szkła (…). Jeśli nie posiadamy dostatecznej ilości nakryć stołowych, względnie mamy zbyt małe mieszkanie, należy raczej urządzić przyjęcie w dwóch terminach (…) W dniu przyjęcia należy przygotować słodkie potrawy i napoje oraz kupić kwiaty do dekoracji mieszkania i stołu. Wszystkie przygotowane czynności powinny być zakończone przed przybyciem zaproszonych gości” .

No i tu już pojawia się kolejny problem. Data przyjęcia często u mnie bywa bardzo spontaniczna, a ta które jest staranie zaplanowana rozjeżdża się z powodów nieprzewidzianych jak np. choróbsk, atakujących ze wszystkich stron. Poza tym JA o zgrozo często niektóre potrawy wykonuję podczas trwającego przyjęcia, najczęściej tych mniej oficjalnych. Ot i fo pa- a ja myślałam, że tym sposobem moi goście czyją się swobodnie, niemal jak u siebie w domu. Nie żebym zaganiała do prac- a co to nie, w moim domu GOŚĆ to GOŚĆ. Ale tak po prostu z lampką wina i miłą pogawędką dokańczam swoje specjały. Na szczęście nikt z tego powodu raczej na mnie się nie obraził (przynajmniej mam taką nadzieję). Ale może pora to zmienić, w końcu to nie wypada.

Po. 3.

„Bardzo istotnym zagadnieniem jest estetyczne podanie przygotowanych potraw. Ma to wpływ na dobre samopoczucie gości, pobudza apetyt i świadczy o kulturze domu. Dlatego gospodyni urządzająca przyjęcie powinna zwrócić uwagę na: a) czystość nakrycia i zastawy stołowej, b) estetyczne ułożenie potraw, c) sprawną obsługę gości”. „(…) nawet przy najskromniejszym nakryciu trzeba pamiętać o ozdobieniu stołu ciętymi kwiatami. Kwiaty powinny być ustawione pośrodku stołu i niskich wazonach, aby nie zastawiały widoku siedzących przy stole (…)”.

1 przyjecie.png

I tu raczej mogę odetchnąć z ulgą uff… O moją dbałość o jakość prezentacji swoich poczynań kulinarnych raczej nie muszę się martwić. Stale coś udoskonalam, podglądam, testuję, wymyślam, Jednym słowem mam na tym punkcie …

I co niby takie banalne, a jednak…

Także moje drogie gospodynie, uczmy się od starszych i pracujmy, pracujmy na sobą. A swoją drogą, szkoda, że w dzisiejszym książkach kulinarnych nie ma tak cennych wskazówek..

Owsiane ciasteczka z bakaliami…

Jak wiele wysiłku trzeba włożyć w edukację dziecka wie każdy rodzic. Będąc mamą 15-latka i 7-latki na co dzień borykam się z niemal syzyfową pracą w uświadamianiu dzieciom jak ważny jest zdrowy posiłek, dlaczego nie warto kupować reklamowanych batoników itd…

Gotując dla mojej rodziny czasem i ja idę na kompromisy. Przecież nie chodzi tylko o to aby całkowicie wszystkiego dzieciom zakazać. Małymi krokami można zajść naprawdę daleko. Poza tym ja nigdy nie zrezygnują z masła czy jajek. Uważam, że dieta urozmaicona jest najlepsza ze wszystkich, a tym bardziej dla dorastających dzieci.

ciastak 2.jpeg

Składniki:

– 3 jajka
– 1 kostka masła
– ½ szk. brązowego cukru
– 1 szk. mąki (u mnie ½ orkiszowej i ½ pszennej tortowej)
– cukier wanilinowy (u mnie wanilia)
– 2 łyżeczki proszku do pieczenia
– 2 szkl płatków owsianych
– 200 g. słonecznika
– 50 g rodzynek
– 50 g żurawiny
– 100 g wiórek kokosowych, garść siemienia lnianego i garść sezamu
– ½ tabliczki gorzkiej czekolady (posiekać).

Wykonanie:

Masło rozpuścić i wystudzić. Jajka ubić z cukrem i wanilią. Mąkę wymieszać z proszkiem do pieczenia oraz pozostałymi sypkimi składnikami. Do sypkich produktów dodać ubite jajka i na koniec masło. Wszystko razem połączyć. Formować ciasteczka (zwilżoną ręką) i piec w 175 st. C ok. 15-20 min. (do uzyskania złotego koloru- czas zależy od piekarnika, ja piekę z termoobiegiem).

Babeczkowe kaszotto z warzywami

Na samą myśl o wiośnie przychodzą mi do głowy trzy skojarzenia: zieleń, słońce i idealna figura. No może raczej dążenie do niej. Zbliża się data moich kolejnych urodzin, co nastraja mnie coraz większym zapałem i energią. Tak właśnie energią, którą czerpię z każdej możliwej strony. A jedzenie jest jej największym akumulatorem.

Z serii jutro zabieram ze sobą do pracy:

Składniki:

  • 1 szkl mix kasz ( u mnie orkiszowa, pęczak, bulgur, soczewica)
  • ½ szklanki ugotowanego bobu (mrożony świetnie się sprawdza)
  • 6 suszonych pomidorów
  • 2 garście szpinaku
  • 2 ząbki czosnku
  • garść pokrojonej pietruchy
  • kilka oliwek
  • 2 jajka
  • 1 łyżka mąki pszennej
  • 1 łyżka parmezanu
  • forma (blaszka) na Muffiny

babeczki kaszitto 2.jpeg

 

Sposób wykonania:

Kaszę ugotować do miękkości (aby była lekko rozklejona). W tym samym czasie ugotować bób, który po ostudzeniu należy oczyścić z łupinek. Szpinak lekko podsmażyć na oliwie z czosnkiem i chili. Pokroić pietruszkę, oliwki, suszone pomidory. Wszystkie składniki połączyć razem, doprawić wg uznania (u mnie pieprz kolorowy, sól). Rozbełtać 2 jajka z łyżką mąki, parmezanem, które następnie dodać do kaszy.

Formę na muffiny wysmarować masłem, napełnić farszem i piec ok. 20-25 min. w 180 st. C.

Mini pączki czy oponki- wybór należy do Ciebie…

Przepis na twarogowe oponki towarzyszy mi od niepamiętnych lat. Jako dziecko zajadałam się nimi w formie oponek, jednak moje dzieci uwielbiają je w postaci mini pączków.
O zgrozo są równie pyszne co kaloryczne, ale cóż jak karnawał to karnawał… Wszystko jest dozwolone, wybaczone, a nawet śmiem podkreślić zalecane. Są dziecinnie proste
w wykonaniu, ekonomiczne, przepyszne i co najważniejsze nigdy nie masz ich dość…

pączki 3

Składniki:
– ½ kg maki pszennej typ 450 (plus mąka do podsypki, w sytuacji gdy ciasto będzie się kleiło)
– ½ kg twarogu półtłustego
– 1 łyżeczka sody
– 3 jaja
– cukier waniliowy
– ½ szk. cukru
– 1 łyżka spirytusu
– cukier puder do posypania
– olej do smażenia

Twaróg pokruszyć i połączyć ze wszystkimi pozostałymi składnikami. Wyrobić na jednolite (nieklejące się ciasto- w razie konieczności podsypanie mąką). Porcjami wałkować na blaty grubości ok. 1 cm. Wykrawać za pomocą kieliszka kulki, które należy smażyć na głębokim tłuszczu. Jeszcze ciepłe obtoczyć w cukrze pudrze i zajadać się nimi bez końca…

Jak się uczyć to tylko od tych najlepszych…

Inspiracją do tego sernika był przepis zaczerpnięty z strony Moje Wypieki. Oczywiście nie byłabym sobą gdybym czegoś tam nie pozmieniała. Ale przepis był tak idealny, że moje wzmianki są jedynie kosmetyczne.

sernik 3.jpeg

Składniki:
Należy przygotować: tortownicę – 26 cm, papier do pieczenia, blaszkę z ciepłą wodą. Tortownicę wyłożyć papierem, a blachę z ciepłą wodą należy wstawić do piekarnika. Wytwarzająca się podczas pieczenia para sprawi, iż ciasto będzie bardzo delikatne, wilgotne, będzie sprawiało niemal ugotowanego, a nie upieczonego.

Mus malinowy:
200 g malin (świeżych lub mrożonych)
3 łyżki cukru
Maliny zblendować, przetrzeć przez sito i chwilę pogotować z cukrem, aż lekko zgęstnieje. Odstawić do wystudzenia.

Spód ciasta:
 200 g ciastek (zblendowanych)
 1,5 łyżki kakao
 100 g masła (rozpuszczonego)

Wszystkie składniki dokładnie wymieszać. Powstanie masa przypominająca mokry piasek, nie będzie zwarta- bardziej sypka, ale tym nie należy się przejmować. Spód będzie po upieczeniu spełniał swoją rolę.

Masa serowa:
 600 g twarogu zmielonego (u mnie wiaderko z Lidla)
 500 g mascarpone
 3 czubate łyżki mąki ziemniaczanej
 1 cukier waniliowy
 5 jajek dużych (jeśli są mniejsze to 6)
 1 szkl. cukru
Wszystkie składniki prócz jajek należy dokładnie zmiksować. Kiedy masa będzie już jednolita należy dodawać kolejno po jednym jajku, stale miksując na nieco mniejszych obrotach. Gotową masę wylać na spód z ciastek w tortownicy.

Na masę twarogową polewać mus malonowy. Ja najczęściej robi takie kropki, kleksy, które przeciągam w fantazyjne wzory.

W początkowej fazie pieczenia piekarnik należy nagrzać do 175 C- bez termoobiegu góra/dół. W tej temperaturze piec ciasto 15-20 min. Po tym czasie zmniejszyć temp. do 120 C i następnie piec 100 min. (czasem można z 5 min. dłużej zależy od piekarnika). Po upieczeniu pozostawić jeszcze w piekarniku przez 15 min, następnie uchylić piekarnik i nadal przechować w nim ciasto przez kolejne 15 min.
Po tym czasie należy wystawić ciasto do wystygnięcia. Z uwagi, iż ten sernik jest bardzo delikatny, musi być bardzo dobrze schłodzony w lodówce przez noc.

sernik 4

W oczekiwaniu na święta…

Czy czujecie już nachodzące Święta. Co prawda jeszcze nie słyszałam klasycznych kolęd w radiu, ale już od listopada w sklepach zasypywani jesteśmy akcentami bożonarodzeniowymi.
W moim domu okres oczekiwania na święta zaczyna się od pieczenia w ilościach hurtowych pierniczków. Uwielbiam ich zapach, rytuał dekorowania ich z moją córeczką. To takie piękne chwile, chciałabym aby Lenka w przyszłości konturowała naszą domową tradycję.

Każdego roku piekę pierniki co najmniej trzykrotnie, korzystając za każdym razem z innego przepisu. W tym roku jako pierwszy wykorzystany został przepis na maślane pierniczki, w których zakochałam się w zeszłym roku będąc na kursie z cukiernictwa. Pierniczki te przypominają klasyczne „katarzynki”. Są bardzo delikatne, mięciutkie, idealne do spożycia -bez konieczności leżakowania.
Dlaczego piekę zawsze w trzech turach. A no dlatego, że pierwsza nigdy jeszcze do świat nie dotrwała…

Składniki:
– miód (płynny, ewentualnie lekko zgęstniały)- 150 g
– kostka masła (200 g)- w temp. pokojowej
– mąka pszenna (najlepiej typ 500) -500 g
– cukier (u mnie pół na pół biały z brązowym) -110 g
– 3 żółtka
– mleko-4 łyżki
– soda- 1 łyżka
– przyprawa do piernika – 2 łyżki

Od razu powiem, że ja te pierniczki robię z podwójnej porcji.

pierniki gołe.jpg

Miód, masło, cukier, żółtka, mleko, sodę i przyprawę mieszam mikserem. Następnie porcjami dodaję mąkę. Cały czas używając miksera. Pod koniec można wszystko ręcznie wymieszać i zagnieść. Wyrobione ciasto przykrywamy ściereczką i wkładamy do lodówki na min. 12 godz. Na drugi dzień wypiekamy pierniczki i szalejemy z dekoracjami. Pieczemy w 170 st. z termoobiegiem ok. 10 min. (maja być zbrązowiałe- uwaga pieką się bardzo szybko)

pieniki gotowe.jpeg

Blog at WordPress.com.

Up ↑