Jak się uczyć to tylko od tych najlepszych…

Inspiracją do tego sernika był przepis zaczerpnięty z strony Moje Wypieki. Oczywiście nie byłabym sobą gdybym czegoś tam nie pozmieniała. Ale przepis był tak idealny, że moje wzmianki są jedynie kosmetyczne.

sernik 3.jpeg

Składniki:
Należy przygotować: tortownicę – 26 cm, papier do pieczenia, blaszkę z ciepłą wodą. Tortownicę wyłożyć papierem, a blachę z ciepłą wodą należy wstawić do piekarnika. Wytwarzająca się podczas pieczenia para sprawi, iż ciasto będzie bardzo delikatne, wilgotne, będzie sprawiało niemal ugotowanego, a nie upieczonego.

Mus malinowy:
200 g malin (świeżych lub mrożonych)
3 łyżki cukru
Maliny zblendować, przetrzeć przez sito i chwilę pogotować z cukrem, aż lekko zgęstnieje. Odstawić do wystudzenia.

Spód ciasta:
 200 g ciastek (zblendowanych)
 1,5 łyżki kakao
 100 g masła (rozpuszczonego)

Wszystkie składniki dokładnie wymieszać. Powstanie masa przypominająca mokry piasek, nie będzie zwarta- bardziej sypka, ale tym nie należy się przejmować. Spód będzie po upieczeniu spełniał swoją rolę.

Masa serowa:
 600 g twarogu zmielonego (u mnie wiaderko z Lidla)
 500 g mascarpone
 3 czubate łyżki mąki ziemniaczanej
 1 cukier waniliowy
 5 jajek dużych (jeśli są mniejsze to 6)
 1 szkl. cukru
Wszystkie składniki prócz jajek należy dokładnie zmiksować. Kiedy masa będzie już jednolita należy dodawać kolejno po jednym jajku, stale miksując na nieco mniejszych obrotach. Gotową masę wylać na spód z ciastek w tortownicy.

Na masę twarogową polewać mus malonowy. Ja najczęściej robi takie kropki, kleksy, które przeciągam w fantazyjne wzory.

W początkowej fazie pieczenia piekarnik należy nagrzać do 175 C- bez termoobiegu góra/dół. W tej temperaturze piec ciasto 15-20 min. Po tym czasie zmniejszyć temp. do 120 C i następnie piec 100 min. (czasem można z 5 min. dłużej zależy od piekarnika). Po upieczeniu pozostawić jeszcze w piekarniku przez 15 min, następnie uchylić piekarnik i nadal przechować w nim ciasto przez kolejne 15 min.
Po tym czasie należy wystawić ciasto do wystygnięcia. Z uwagi, iż ten sernik jest bardzo delikatny, musi być bardzo dobrze schłodzony w lodówce przez noc.

sernik 4

Advertisements

W oczekiwaniu na święta…

Czy czujecie już nachodzące Święta. Co prawda jeszcze nie słyszałam klasycznych kolęd w radiu, ale już od listopada w sklepach zasypywani jesteśmy akcentami bożonarodzeniowymi.
W moim domu okres oczekiwania na święta zaczyna się od pieczenia w ilościach hurtowych pierniczków. Uwielbiam ich zapach, rytuał dekorowania ich z moją córeczką. To takie piękne chwile, chciałabym aby Lenka w przyszłości konturowała naszą domową tradycję.

Każdego roku piekę pierniki co najmniej trzykrotnie, korzystając za każdym razem z innego przepisu. W tym roku jako pierwszy wykorzystany został przepis na maślane pierniczki, w których zakochałam się w zeszłym roku będąc na kursie z cukiernictwa. Pierniczki te przypominają klasyczne „katarzynki”. Są bardzo delikatne, mięciutkie, idealne do spożycia -bez konieczności leżakowania.
Dlaczego piekę zawsze w trzech turach. A no dlatego, że pierwsza nigdy jeszcze do świat nie dotrwała…

Składniki:
– miód (płynny, ewentualnie lekko zgęstniały)- 150 g
– kostka masła (200 g)- w temp. pokojowej
– mąka pszenna (najlepiej typ 500) -500 g
– cukier (u mnie pół na pół biały z brązowym) -110 g
– 3 żółtka
– mleko-4 łyżki
– soda- 1 łyżka
– przyprawa do piernika – 2 łyżki

Od razu powiem, że ja te pierniczki robię z podwójnej porcji.

pierniki gołe.jpg

Miód, masło, cukier, żółtka, mleko, sodę i przyprawę mieszam mikserem. Następnie porcjami dodaję mąkę. Cały czas używając miksera. Pod koniec można wszystko ręcznie wymieszać i zagnieść. Wyrobione ciasto przykrywamy ściereczką i wkładamy do lodówki na min. 12 godz. Na drugi dzień wypiekamy pierniczki i szalejemy z dekoracjami. Pieczemy w 170 st. z termoobiegiem ok. 10 min. (maja być zbrązowiałe- uwaga pieką się bardzo szybko)

pieniki gotowe.jpeg

Kulki mocy czyli słodka dawka energii…

Pierwotny plany – upiekę pyszne batony energetyczne. Miałam wszystko: bogaty wybór bakalii, wszelakich nasion, otrębów, syropu klonowego, najlepszego miodu, pysznego kakao, wiórków kokosowych, maku, niestety tylko siły jakoś zabrakło.

Czasem tak bywa, że zamiast Nie-leniwa Pani domu przemieniam się, jak filmowy bohater Dr Jekyll Mr Hyde w Leniwą Panią domu. I w ten sposób zamiast batonów energetycznych powstały kulki mocy. Swoją drogą bardzo pyszne i równie praktyczne jeśli chodzi o przekąskę do pracy czy szkoły.

 

kulki 1.jpg

Składniki:
– szkl. daktyli- zalać gorącą woda,
-1/2 szkl. uprażonego słonecznika
– 1/2szkl. lekko uprażonego sezamu
– 1 łyżka siemienia lnianego
– 2 łyżki zmielonych migdałów
– 2 łyżki zmielonych płatków owsianych
Oczywiście można dodać zmielone orzechy (w moim domu niestety alergia na orzechy, więc je ominęłam).

Posypka:
– mak
– kokos
– kakao
– orzechy zmielone

Sposób wykonania:

Z daktylów odlać nadmiar wody i zblendować. Nie należy wylewać wody, może się przydać, kiedy masa będzie zbyt gęsta. Do powstałej „papki” dodać pozostałe składniki. Konsystencja masy powinna być gęsta, nielepiąca się do rak, ale plastyczna, dająca uformować małe kuleczki. Powstałe kuleczki należy obtoczyć w ulubionej posypce. Zamknąć w szczelnym pojemniku, schłodzić i przechowywać w lodówce.

P.S.
Odkryłyśmy z dziewczynami w pracy, że idealnie smakują w połączeniu z masłem orzechowym. Uff…. A miało być tak pięknie, miało być tak dietetycznie…

Ciemny banan = pyszne ciasto…

Banan zaraz po jabłku jest chyba jednym z najbardziej popularnych owoców. Jego główną zaletą poza smakową jest także możliwość wielorakiego zastosowania w kuchni oraz wygoda w użytkowaniu. To najpraktyczniejszy posiłek, nie wymagający żadnej obróbki, by móc zabrać go ze sobą w ramach przekąski do pracy, szkoły czy na spacer z dzieckiem.

banany canva.png

Nie można tu pominąć jego bogatych właściwości zdrowotnych. Są one bogatym źródłem wielu składników mineralnych i witamin, wskazane w diecie w przypadku problemów jelitowych czy nadciśnieniu. Mogłabym dużo napisać superlatywów na temat bananów.
Jednak dzisiejszy wpis chciałabym poświęcić praktycznemu rozwiązaniu w przypadku posiadania większej ilości bardzo dojrzałych bananów, tzn. plamistych, brązowych, których dzieciaki nie bardzo chcą już jeść. W przypadku takich bananów o dziwo, iż gorzej wyglądają wizualnie tym są smaczniejsze, zdrowsze, słodsze. Ale cóż nie zawsze udaje mi się przekonać te moje uparciuchy. Ale cóż, jestem pewna, że zanim ukończą 30 rok życia będą jadły wszystko co mega zielone, zdrowe, wartościowe. Będą swoje pociechy przekonywać do tego z lepszym, albo gorszym efektem. Oj znam to z autopsji…

Tym razem przepis na ciasto bananowe. Było już marchewkowe, buraczane, szpinakowe, pora na bananowe.

ciasto 1.jpeg

 

Składniki:

  • 4 dojrzałe (bardzo dojrzałe) banany
  • 80 g masła (roztopionego)
  • 1/2 szkl. brązowego cukru
  • 1 jajko oraz 1 żółtko
  • odrobina wanilii (może być) esencja lub nawet cukier wanilinowy)
  • 1 łyżeczka sody
  • spora szczypta soli ( o dziwo podkreśla słodycz ciasta)
  • półtorej szkl. mąki pszennej

Sposób wykonania (mało skomplikowany):

W misce rozgnieść widelcem banany, dodać roztopione masło. W drugiej misce zmieszać mąkę z sodą, wanilią. Roztrzepać jajka z cukrem. Wszystko razem połączyć bez konieczności używania miksera. Ot i wszystko. Keksówkę posmarować masłem, oprószyć mąką. Piec w 175 st. C przez ok. 60 min. tj. do tzw. suchego patyczka. Po upieczeniu posypać cukrem pudrem.

ciasto 3.jpeg

smacznego

 

Pora na zmiany? Każdy czas jest dobry…

Granica wieku jaką jest magiczne 40 lat jest zmorą niemal dla każdej kobiety.
Kiedy zbliżała się ta moja niechciana data, popadałam w istne szaleństwo wymyślania co ja nowego zrobię, co zmienię, jaka będę i takie tam pierdolety. A tu masz babo minęło 40 lat, potem 41, zbliża się 42 i co… A no jednak dużo…

Zdobyłam wymarzony zawód kucharza, jestem prawie cukiernikiem (ku radości moich najbliższych), mam upragnionego bloga. Jednym słowem spełniły się moje marzenia, a przynajmniej ta znacząca ich część. Żeby nie było tak idealnie mam jeszcze kilka trudnych tematów, nad którymi usilnie pracuję.
Jednym z nich jest dbałość o moją urodę, albo raczej o utrwalenie czego tylko się da …

ja w canva.png

 

Niestety zawsze byłam delikatna, wrażliwa (kiedy to piszę to sama się śmieję). Ale tak na serio. Mam bardzo wymagającą cerę, skłonną do wysuszeń i alergii. Jestem chyba typowym przykładem kobiety, która w poszukiwaniach idealnego specyfiku z niejednego sklepu i nie jednej marki korzystała. Nie jestem zwolenniczką kupowania jakiś mega drogich specyfików, choć prawdę mówiąc mam i takie na swoim sumieniu.

Aż tu pewnego dnia, natknęłam się, a może raczej polecono mi kosmetyki firmy A-DERMA i DUCRAY. Kiedy zaczęłam o nich trochę czytać, nauczona wcześniejszymi doświadczeniami spodobał mi się opis producenta na jednym z kremów: „Od niemowlęcia do seniora”. Jestem chyba raczej tak po środku, wiec stwierdziłam, że są dla mnie idealne…

adrema 5

W moje ręce wpadł mi całkiem niezły arsenał. I tak zaczęłam przygodę z nową marką. Nie będę opisywała jakie to cuda każdy z nich zapewnia. Szczegółowe informacje można znaleźć na stronie producenta, czy innych opisach dostępnych w Internecie. Dla mnie liczy się efekt, a nawet samo pierwsze wrażenie.

adrema6

Stwierdzam na swoim przykładzie po miesiącu ich stosowania, że kosmetyki A-DERMA mają ogromną zaletę- intensywnie nawilżają i regenerują moją skórę. Jestem naprawdę zaskoczona ich skutecznością. Są idealnie kojące, łagodzą wrażenie spierzchniętej skóry, a tym samym eliminują dolegliwość jaką jest pieczenie i swędzenie cery (bolączka cery wrażliwej, alergicznej), nadają skórze zdrowszego kolorytu.

aderma 2

Pomimo, iż jestem osobą, która niestety wyśpi się raczej w innym wymiarze, mam wrażenie, że moja cera dzięki nim jest bardziej świeża, wbrew wszystkiemu wydaje się bardziej wypoczęta. Kiedy słyszę w pracy, że dobrze wyglądam, stwierdzam że chyba niedługo w ogóle przestanę spać, bo im krócej śpię tym więcej słyszę komplementów. O zgrozo… Dodam tylko, że moja 7-letnia córka, która nie tylko urodę odziedziczyła po mnie, ale i wrażliwą cerę, korzysta z XERA-MEGA CONFORT. W końcu jak piszą od niemowlaka…

Seria kosmetyków firmy DURCAY to linia raczej tylko dla mnie. Idealna dla kobiety dojrzałej, wymagającej, stale poszukującej. Świetne jest serum tej firmy. Niestety zmagam się już z kilkoma zmarszczki, oraz pozostałościami po licznym opalaniu się z czasów, kiedy słońce dłużej gościło na naszym niebie. Po miesiącu stosowania mogę stwierdzić, że zniwelowałam kilka drani. Zatem ja na pewno będę nadal korzystać z dobrodziejstwa tego kosmetyku.

Oczywiście, każdy musi znaleźć coś dla siebie. Ja 42-letnia doświadczona i zarazem wymagająca kobieta, stwierdzam, że dla mnie TO JEST TO…

Nastał czas wspomnień

Relacja ze spotkania Smaki Mazurskiej Spiżarni – 14-15 października 2017 roku

ja z fartuszkiem.jpeg

Wbrew temu co mówi stare mądre przysłowie „wszystko co dobre szybko się kończy” cudowne spotkanie blogerek na Mazurach „Smaki Mazurskiej Spiżarni” choć tak szybko minęło mam wrażenie, że nadal trwa. Jest cały czas obecne we wspomnieniach, nawiązanych nowych znajomościach, niekończących się codziennych pogaduchach, wymianach doświadczeń…

1.JPG

A wszystko zaczęło się tak…

14-15 października 2017 roku dwie szalone kobiety Kinga i Agnieszka, na co dzień wspólnie prowadzące bloga Po pierwsze matka po drugie też kobieta  zaprosiły 16 blogerek z całej Polski na warsztaty kulinarne, prowadzone przez gościa specjalnego Sylwię Łodyga, uczestniczkę V edycji MasterChef Polska, autorkę bloga Ostra na słodko. Nie będę ukrywać, że Sylwia jest jedną z moich ulubionych blogerek. I muszę przyznać, po poznaniu jej osobiście, że moje wyobrażenie o niej w pełni się sprawdziło. Szalona, kreatywna, zarażająca śmiechem, optymistka, wulkan energii…

2

2a

Ten iście kobiecy weekend na Mazurach odbył się w malowniczym, magicznym miejscu w Ośrodku Aktywnej Rekreacji -Folwark w Łękuku  ( Folwark Łękuk). Nie miałam świadomości, że zaledwie 140 km od Olsztyna znajduje się tak wyjątkowe miejsce, można by rzec hotel z duszą, idealne miejsce na wypoczynek z rodziną. Myślę, że tajemnica jego wyjątkowości tkwi w ludziach, którzy go tworzą. Właścicielom udało się wskrzesić czar tego miejsca, tu każda rzecz, wystrój, jedzenie, atrakcje są nieprzypadkowe, bardzo przemyślane. Choć byłam tam pierwszy raz, czułam się jak u siebie, jakbym znała tych ludzi od zawsze. Byłam tam rozpieszczana, zrelaksowana, chciało by się powiedzieć chwilo trwaj. Dziś już wiem na pewno, że tam wrócę i to nie raz…

folwark a.jpeg

3.JPG

received_1540612249356547.jpeg

 

3a

Kinga z Agnieszką, które miałam przyjemność poznać były dla mnie największym zaskoczeniem.  Zawsze myślałam, że ja jestem gejzerem energii, a tu niespodzianka przy nich wymiękam. Były wszędzie, zaplanowały wszystko, nie zapomniały o niczym, nigdy nie wykazały zmęczenia, a co najważniejsze zawsze uchachane i perfekcyjnie we wszystkim. Dziewczyny niemal z chirurgiczną precyzją zaplanowały każdą chwilę. Nie było łatwo. Przegoniły nas równo. Jako pierwszy był quest kulinarny, w ramach którego piekłyśmy ciasta z darów ziemi. Ale nie było to łatwe, trzeba było najpierw przy pomocy map (mało która kobieta radzi sobie z przyrządem jakim jest mapa) odnaleźć główny składnik zadania kulinarnego. Pomimo trudów, okupionych śmiechem udało się- nam przypadła fasola. Ale królowały dziewczyny, które zamiast kukurydzy przyniosły robaki, przynętę wędkarzy (któryś musiał się zdziwić).

4b.JPG

Żeby nie był tak słodko, Ola menadżerka hotelu ( Folwark Łękuk) przygotowała dla nas quest terenowy. Byłyśmy podzielone na trzy zwarte grupy. Kolejność wykonywanych zadań zależała od czasu zrobienia masła. Tak nie pomyliłam się, musiałyśmy samodzielnie zrobić masło. Zadanie na pozór wydawało się bardzo proste, wręcz banalne. Niestety nieco nas  przerosło. Teraz to już rozumiem, czemu jego cena w takim tempie rośnie z dnia na dzień… Makabra, jak to dobrze, że na co dzień jest na wyciągnięcie ręki, na półce sklepowej.

_DSC5399.JPG

I się zaczęło. Ruszyły baby do lasu, w błocie, w deszczu, z kompasem i mapą w ręku. Nigdy tej zabawy nie zapomnę. Nasza grupa chyba przejdzie do historii jako ta, które wbrew logice wykonuje drugie zadanie po trzecim (a co, kto broni). Zmagania z zadaniami zostały utrwalone dokumentacją fotograficzną Marcina (Vilk Stepovy).  Tyle się naśmiałam, warto było, mam nadzieję, że może kiedyś będziemy miały okazję to powtórzyć.

_DSC5450.JPG

 

_DSC5479.JPG

Trudy całego dnia Kinga z Agnieszką czyli Po pierwsze matka po drugie tez kobieta wynagrodziły cudownym wieczorem w SPA… Tu słowa są zbędne…

received_1614205085290045.jpeg

Po sielskim, anielskim wieczorze jak w amerykańskim filmie zmiana biegu akcji. Pobudka 5:50 i powitanie dnia w Gospodarstwie Ekologicznym w Pana Tadzia „Mazurski Eko-Raj”. Uśmiech na mojej twarzy wywołuje wspomnienie, ile emocji budziło wśród blogerek -co kryje się pod hasłem odwiedziny u Pana Tadzia. Jedno jest pewne  wyobrażenie nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Pan Tadzio okazał się raczej Panem Tadeuszem, który niemal jak bohater epopei Mickiewicza świetnie się wpisywał swój krajobraz. To była istna szkoła życia, cudowny kontakt z naturą. Byłam pełna podziwu dla moich koleżanek, dla których zmagania z krową czy kozą nie stanowiły żadnego problemu.

kozy.jpeg

_RAD7450.jpg

Po porannych zmaganiach z krowami, kozami, kurami mogłyśmy ponownie wkroczyć do kuchni, by pod czujnym okiem Ostrej na słodko poznawać tajniki mazurskiej kuchni. Upiekłyśmy genialny chleb, który już dziś stał się moim nowym domownikiem. Nie zabrakło pysznych grzybów, cudnej kiełbasy podanej na dwa sposoby: ze śliwką na słodko oraz w piwie, dla wtajemniczonych też na słodko… Na deser oczywiście –czekośliwka, alternatywa dla kremów czekoladowo-orzechowych. Mając na uwadze, że moje dzieciaki takowych nie mogą jeść, z uwagi na alergię, taka propozycja znajdzie u mnie zastosowanie.

_DSC6185.JPG

_DSC6241.JPG

_DSC6267.JPG

gotowanie.jpeg

_RAD7422.jpg

Chyba nie przesadzę jak powiem, że niemal wisienką na torcie było zakończenie warsztatów- profesjonalna sesja fotograficzna- 16 wariatek i dwóch fotografów: radek (Czarny bocian) oraz Marcin (Vilk Stepovy). Chłopaki szacunek za pełen profesjonalizm, ogromne poczucie humoru, wyczucie smaku oraz niespożytą energię. Nasi fotoreporterzy towarzyszyli nam przez cały czas eventu. Byli wszędzie, zaskakiwali nas nie raz i nie dwa…  Miałyśmy wszystkie wiele radości i ubawu. Nie spodziewałam się tak cudownej pamiątki. Radek i Marcin … dziękuję.

portret.jpg

sesja 1.jpg

Zakończenie, no cóż były i łzy, obdarowywanie prezentami, podziękowania, wymiana uścisków i przyrzeczenia nowych przyjaźni.

_DSC6345

_RAD7564.jpg

Wszystko co dobre szybko się kończy? Nie – Wszystko co dobre rodzi jeszcze większe dobro. Dziewczyny, dziękuję za wspaniałe chwile, cieszę się, że mogłam Was poznać i wiem, a raczej jestem tego pewna, że nasza znajomość będzie się rozwijać.

Chciałabym każdej z Was osobiście podziękować, ślę zatem buziaki:

23666585_1648077918569428_515421581_n

 

Agnieszka Lesisz i Kinga Latosińsja www.popierwszematka.blogspot.com
Emilia Skrodzka www.kobiecosci.blogspot.com
Magdalena Szymańska www.zwyklamatka.pl
Marta Korytko www.pewnamama.pl
Małgosia Ostrowska www.jaskoweklimaty.pl
Klaudia Czapkiewicz Ziółek www.niezleziolkoblog.pl
Anna Chwastowska www.mamacukiereczki.blogspot.com
Angelika Bogusz www.birginsen.com
Marta Świerczewska www.mamawbiegu.pl
Bożena Jędral www.mama-trojki.pl
Wiola Korzeniowska www.slodkizapachmalin.pl
Wioleta Galla www.mama-bloguje.com
Agnieszka Jezierska www.agumama.pl
Sylwia Łodyga www.ostra-na-slodko.pl

 

Oczywiście całe wydarzenie nie mogłoby mieć miejsca gdyby nie sponsorzy. Dziękuję zatem:  

 

23666365_1648077931902760_1118141506_n

Folwark Łękuk (www.folwarklekuk.pl)
Czarny Bocian (www.czarnybocian.pl)
Vilk Stepovy (www.vilkstepovy.com)
Severin (www.severin.com)
Green Essences-Zielona Esencja (www.zielonaesencja.pl)
Bazylia (www.bazylia.pl)
Bonduelle (www.bonduelle.pl)
Bio Indygo (www.bioindygo.pl)
Octim (www.octim.pl)
Cukieteria (www.cukieteria.pl)
Młynomag (www.mlynomag.pl)
Zakłady mięsne WARMIA (www.warmia-zm.pl)
Cukiernia u Adama
Hurtownia Pościeli (www.posciel.mazury.pl)
Kwiaciarnia Łodyga
Pan Dragon (www.pandragon.com.pl)
Media Service Zawada (www.msz.com.pl)
Kolagen Norweski (www.biomed-pharma.pl)
Marion (http://marionkosmetyki.pl/)
Bielenda  (http://bielenda.pl/)
Elphapharm (http://www.elfa-pharm.pl/pl/)
Maroko (http://www.oillan.pl/)
Yves Rocher (http://yves-rocher.pl/)
Ederma-Ducray (www.aderma.pl)
Miasto Giżycko i Gmina Węgorzewo
Majunto (www.majunto.com)
St. Siniuk Ubojnia Zwierzat B. Szwajłyk

 

 

 

Powrót do smaków z dzieciństwa… Ciasto – Kaszak

Powrót do smaków z dzieciństwa… Ciasto – Kaszak

Są takie smaki z dzieciństwa, których tylko wspomnienie niemal jak wehikuł czasu przenosi nas
w magiczny czas dzieciństwa. Z tym ciastem mam wiele cudownych wspomnień. Kiedy kilka lat temu wróciłam do tego przepisu moje dzieciaki również się w nim zakochały. Jest niezwykle proste, wręcz banalne, ale jakie zarazem smaczne… Kto je jeszcze pamięta?

Składniki na ciasto:
 6 paczek herbatników
 1 szkl. kaszy manny
 1 l. mleka
 1 szkl. cukru
 3 łyżki kakao
 1 kostka masła

Wyłożyć dno blaszki herbatnikami. Zagotować w garnku ½ l. mleka z cukrem, kakao i masłem. Do zaczynającego się gotować mleka dodać kaszę mannę wymieszaną z pozostałym zimnym mlekiem. Gotować ok. 5 min do zgęstnienia masy. Konsystencja kaszy ma być taka jaką gotujemy do klasycznego deseru kaszy na gęsto z sokiem. Ugotowaną kaszę wylewamy na herbatnikami i układamy kolejną warstwę ciastek. Całość zalewamy polewą czekoladową.

Polewa:
 ½ kostki masła
 3 3 łyżki cukru
 2 łyżki mleka
 – 2 łyżki kakao
Wszystko razem zagotować do lekkiego zgęstnienia.

Ciasto wstawiamy po wystygnięciu do lodówki. Najsmaczniejsze jest na drugi dzień, kiedy ciastka zmiękną od masy.

SMACZNEGO

Z serii zabieram jutro do pracy…

Co zabrać ze sobą do pracy? To pytanie nurtuje bardzo często każdego z nas. Nie raz szłam na łatwiznę i o zgrozo kupowałam bez namysłu gotowe produkty, które mściły się na mnie w postaci dodatkowych gramów, a w końcu kilogramów na wadze. Koniec z tym! Po raz kolejny, mam nadzieje że ostatni, dokonuję reaktywacji noworocznego postanowienia tj. zadbania o jakość posiłków zabieranych do pracy. O zgrozo Noworoczne postanowienie!!! Już zaraz koniec roku, ale cóż nie poddaje się, po raz kolejny podejmuję wyzwanie. A nóż tym razem będę bardziej wytrwała…

Propozycja dla tych co mają problem z czasem i nie lubią spędzać godzin w kuchni.

Sałatka słoikowa (czyli mix tego co mam pod ręką)… Inspiracją do przygotowania takiej wersji sałatki była glazura balsamiczna o smaku żurawiny naszej rodzimej firmy OCTIM z Olsztynka. Uwielbiam suszone pomidory, żurawinę, wiec uznałam że glazura o smaku żurawiny, powstała na bazie octu jabłkowego idealnie podkreśli smak mixu kasz z dodatkami. I w ten sposób powstała słoikowa sałatka, która będzie często gościć na moim stole i biurku w pracy

Składniki:
 mix kasz- u mnie bulgur, pęczak oraz soczewica
 suszone pomidory
 kukurydza
 suszone pomidory
 zielenina tj. koper i pietruszka
 oliwki
 sól, pieprz
 glazura balsamiczna o smaku żurawiny
Ugotowaną kaszę wymieszać z pozostałymi składnikami, podlewając odrobiną dobrej jakości oliwy. Oczywiście dla podkreślenia smaku lekko słodkawo-kwaśnego, dodać łyżkę stołową glazury. Doprawić według uznania solą i pieprzem. Glazura jest bardzo aromatyczna, wie sałatka nie wymaga dodawania już żadnych przypraw.

smacznego

 

 

Idealnie kruche ciasteczka

Ciasteczka te należą do grona tych potraw, w których zakochałam się od pierwszego razu… Chyba nie przesadzę mówiąc, że każdy kto ich spróbował nie mógł się od nich oderwać. Ich smak idzie w parze z kalorycznością. Jak mówią starzy dobrzy kucharze: „tłuszcz jest nośnikiem smaku”, i czego jak czego ale dobrego masła to w nim nie brakuje.

Składniki:

Mąka pszenna tortowa typ 450: 600 g

Masło: 400 g

Cukier puder: 200 g

Żółtka: 7 szt.

Szczypta soli

Sok z ½ cytryny

Przesianą mąkę posiekać szybko ze schłodzonym masłem. Żółtka wymieszać z pozostałymi składnikami i po chwili połączyć wszystko razem. Wyrabiać krótko do połączenia składników. Niezbędna będzie do podsypki mąka (ok. 1 szkl.). Ciasto uformować w wałek, pokroić na 5 części, każdą zawinąć w folię i schłodzić przez 1/2 godz. w lodówce.

Z ciasta uformować ciasteczka, które wypiekamy na papierze do pieczenia w temp. 175-180st. C, do chwili uzyskania lekko złotego koloru.

Ciasteczka idealnie się przechowuje w szklanych lub metalowych pojemnikach. Są świetna przekąską dla naszych maluchów do szkoły i nie tylko.

Blog at WordPress.com.

Up ↑