Blogowe love forever

Kiedy jeszcze roku temu w październiku zaczynałam swoją przygodę z blogowaniem nie zdawałam sobie sprawy jakie będą tego konsekwencje. Nawet w najśmielszych snach nie śniłem, że ta przygoda będzie jedną z najpiękniejszych w moim życiu. Dziś wiem, że blog to nie tylko suche teksty okraszone zdjęciami. Blog to przede wszystkim ludzie. A co za tym idzie energia, pomysły, radość i nowe przyjaźnie.

łuknajno.JPG

 

Tego wszystkiego nie zabrakło mi na spotkaniu blogerek, które odbyło się 2-4 lipca w malowniczym zakątku Mazur, nieopodal Mikołajek w Folwarku Łuknajno Gościniec pod Łabędziem. Organizatorkami całego zamieszania były dwie świetne dziewczyny Emilia Wawrzonkowska, na co dzień prowadząca bloga Mama i Syn zgrany TEAM oraz Paulina Grochowska autorka bloga Oli Loli New Life. Emilkę maiłam już okazję wcześniej poznać na warmińskim spotkaniu blogerek i już wtedy poczułyśmy podobny przepływ energii. Paulina zaś była dla mnie zagadką. Dziś śmieję się z moich wątpliwych zdolności dedukcyjnych. Kiedy poznałam dziewczyny byłam przekonana, że znają się jak przysłowiowe łyse konie. A tu niespodzianka. Dziewczyny poznały się na potrzeby spotkania Blogowe love. Paulina na co dzień mieszka poza granicami Polski, co w niczym jej nie przeszkadza w realizowaniu swoich pasji. Dziewczyny połączyło marzenie zorganizowania spotkania typowo kobiecego, podczas którego każda mogłaby oderwać się od prozy życia i przez kilka dni poczuć się wyjątkowo, beztrosko, iście błogo. I muszę przyznać, że dziewczynom świetnie się to udało. Dziewczyny jesteście THE BEST, oby częściej i więcej…

tablica.jpg

Ale zacznę od samego początku…

Kiedy pół roku temu zaproszono mnie na to spotkanie, oczywiście byłam przeszczęśliwa. Wiedziałam, że będę miała okazję nie tylko oderwać się od codziennych obowiązków ale także wyśmiać się na kolejne pół roku, a co najważniejsze poznać nowych ciekawych ludzi. A taką też okazję miałam już od samego początku. Otóż na wyprawę w nieznane miałam udać się z tajemniczą Małgosią, autorką bloga Cover Baby. Umówione w najbardziej logistycznej części Olsztyna czekałam na nieznaną mi towarzyszkę podróży. I udało się, rozpoznałyśmy się bez problemu. Do dziś zastanawiam się jak to jest możliwe, że od pierwszej minuty naszej znajomości buzie się nam nie zamykały, no może bardziej Małgosi. Trudno w to uwierzyć, że poznałam kogoś kto gada jeszcze więcej niż ja.

księga.jpg

Trzy dni pełne błogiej sielanki…

Jako że jestem Nie-leniwą Panią Domu raczej nie potrafię nic nie robić, zawsze musze coś sobie wymyśleć, ciągle czegoś szukam. Tym razem zapowiadało się na błogie lenistwo i odpoczynek. Emilka i Paulina od samego początku otoczyły nas szczególną opieką. Zadbały o każdy szczegół, rozpieszczały tak bardzo, że po powrocie trochę mi tego brakowało.

folw.jpg
Folwark, do którego nas zaproszono ujął moje serce szczególnie. Uwielbiam takie miejsca, pachnące historią, pysznym jedzeniem i wspaniałą atmosferą. Folwark został uhonorowany wyróżnieniem w kategorii Lokal z duszą 2018. I wiecie co w pełni na tę nagrodę zasłużyli.

folwark 3.jpg

zajazd.jpg

schody.jpg

fol.jpg

łuknaj.jpg

lodk.jpg

Chyba nie będę czarować i udawać, że jedzenie nie jest ważną częścią mojego życia. Otóż jest i to widać w całej mojej aurze… Przez trzy dni rozkoszowałam się mazurskim, staropolskim jedzeniem. Na co dzień nie jadam takiego menu, tym bardziej było to dla mnie miłym doznaniem. Na pewno nie zabrakło nam babki ziemniaczanej, kiełbas, ziemniaków okraszonych swojskim boczkiem, zupy szczawiowo- pokrzywowej, mazurskiego kociołka pełnego kapusty, mięsa i warzyw. Oczywiście gospodarze uraczyli nas również bogatym wyborem wędzonych ryb. Nie byłabym sobą, gdybym nie upajała się przepysznymi ciastami, niezapomnianą szarlotką czy pulchnymi drożdżakami, które wzbogacone były owocami lata. Chyba dobrze, że to był jedynie weekend a nie tydzień, bo zmiana garderoby byłaby jak najbardziej wskazana….

koci.jpg

babka

Śmiech to zdrowie…

Wyobraźcie sobie zlot 12 kobiet z całej Polski. Każda inna, każda oderwana od rodziny, pracy, garów (no tu akurat niekoniecznie, ale o tym później). Nie pamiętam kiedy tak się naśmiałam. Dziewczyny przywitały nas quizem ze znajomości mazurskiej gwary. Słyszeliście, że „cołnusek” to znaczy łódka, a my myślałyśmy że odpowiednik smoczka …
Pomimo deszczowej pogody zorganizowano nam zawody: w biegu z taczką, rzutem ziemniakiem czy koszenie i tu dla utrudnienia nie kosiarką zasilaną prądem lecz tradycyjną kosą. Muszę przyznać, że niektórym to nawet z tym przyrządem to było do twarzy… Kasiu z Wysmakowane musisz sobie koniecznie coś takiego zakupić …

taczka.jpg

ja i taczka.jpg

 

kasia

 

Gdzie kucharek sześć tam nie ma co jeść…

No nie tym razem… Mogliśmy się wykazać umiejętnościami kulinarnymi. Musiałyśmy same przygotować babę mazurską. I nie było mikserów, szatkownic, robotów. Rączki zakasać i do pracy. I wiecie co, dałyśmy radę. Obiad był na czas i w dodatku jaki pyszny. Nasze zmagania kulinarne zostały docenione przez nasze organizatorki wspaniałym prezentem od lokalnej cukierni Pracowni Tortów Słodka Fantazja. Były moja ukochana beza pełna owoców oraz tort i babeczki, które swą dekoracją i smakiem oddały całą cudowną atmosferę naszego blogowego spotkania.

gotowanie.jpeg

prezenty 5

ja gotowanie.jpg

beaz 1.jpg

babeczki.jpg

tort.jpg

Nie tylko coś dla ciała ale i dla duszy…

Dużym dla mnie zaskoczeniem były warsztaty rękodzielnicze. Tak, musiałam wykazać się moimi wątpliwymi zdolnościami plastyczno -artystycznymi. Otóż przy wsparciu przemiłej i ciepłej Ani z Cuda Wianki miałyśmy za zadanie z produktów recyklingowych oraz znalezionych wykonać stroiki. O dziwo mój nawet dotarł cały do domu i dumnie udekorował mój kominek.

stroik moj.jpg
No i chyba wisienka na torcie, bądź jak wolą inni truskawka. Wieczorem przy wsparciu wyśmienitych trunków grałyśmy w gry planszowe. I muszę powiedzieć, że można się wiele z nich nauczyć. Bożenka Mama Trójki to chyba dowiedziała się podczas tej gry najwięcej o sobie. Śmiałyśmy się i wygłupiałyśmy jak małe dzieci.

Niespodzianek ciąg dalszy…
Emilka i Paulina ujęły mnie podczas naszego spotkania swoją intencją. Otóż spotkanie to miało również charakter charytatywny. Emila opowiedziała nam historię swoje sąsiadki, której z dnia na dzień zawalił się cały świat. Cieszę się, że dzięki temu spotkaniu mogłyśmy ją nieco wesprzeć. Mam nadzieję, że w jej życiu nastąpi przełom i znowu zaświeci słońce.
Oczywiście my jako uczestniczki zostałyśmy bogato obdarowane przez naszą Emilkę i Paulinę bogactwem prezentów. Każdy mógł znaleźć coś dla siebie. Były upominki od Primavika, które dla mnie stanowiły nowość. Byłam miło zaskoczona wegańskim paprykarzem i pasztetem. A masło orzechowe skradło serce i żołądek mojego męża. Raczyłyśmy się wyśmienitymi herbatami Teekane, gdzie smak czekolada z wiśnią zainspirowały mnie w tym roku do usmażenia powideł wiśniowo –czekoladowych.

herbata.JPG

prezenty 2.jpg
spon.jpg
spons.jpg

Myślę, że nieprzypadkowo uczestniczkami spotkania były same kobiety. Nasi sponsorzy i partnerzy spotkania zadbali o bogaty wybór kosmetyków, które sprawią że będziemy jeszcze piękniejsze i młodsze. Dzięki firmie Eveline, Ziaja, Bielenda i Linomag zatroszczono się o pielęgnację i ochronę skóry naszej i naszej rodziny w to piękne słoneczne lato. Chyba nie przesadzę, że czułyśmy się wszystkie jak boginie.

linomag.jpg
kosmetykk.jpg
kosmettki 4.jpg

Wszystko co dobre szybko się kończy?
Otóż nie – dobre rodzi jeszcze większe dobro. Dziewczyny, dziękuję za wspaniałe chwile, cieszę się, że mogłam Was poznać, jestem bardziej niż pewna, że nasza znajomość będzie się rozwijać i zrodzi jeszcze wiele dobrego.

Mama i syn zgrany TEAM

Oli Loli New Life

Cover baby

Mama Trójki

Niezłe Ziółko

Wysmakowane

Birginsen

Mamik pisze

Mama do sześcianu

Pielęgnacyjne rewolucje

Kobieca mama

Oczywiście całe wydarzenie nie mogłoby mieć miejsca gdyby nie sponsorzy. Dziękuje zatem:

plakat

 

 

 

 

 

Advertisements

Pasta z pieczonych warzyw- inspiracja ze “Smak życia” Agnieszki Maciąg

Jakiś czas temu, za sprawą mojej cudownej Basi natknęłam się na książki Agnieszki Maciąg. Mam wrażenie, że są napisane specjalnie dla mnie. Ostatnio niemal połknęłam jej „Smak życia”. To cudowna książka kulinarna, która nie stanowi jedynie suchych przepisów, ale opowiada o radości z jedzenia, celebrowania ulubionych smaków oraz poznawania nowych. Jako, że jestem Nie-leniwą Panią Domu, która jak każda kobieta czasami po prostu jest leniwa, stwierdzam, że przepisy Agnieszki są idealne dla mnie. Ich cechą wspólną jest prostota w wykonaniu oraz wbrew pozorom również w składnikach. Dziś pierwszy przepis zaczerpnięty od Agnieszki.

IMG_20180616_125755.jpg

Składniki:
2 bakłażany
3 czerwone papryki
1 główka czosnku
6 szalotek
Oliwa z oliwek oraz ulubione przyprawy: u mnie sól, pieprz, zioła prowansalskie, papryka

IMG_20180615_113459.jpg

Wykonanie
W nagrzanym do 180 st. piekarniku upiec pokrojone bakłażany, paprykę oraz obrane szalotki (wszystko skropione oliwą). Piec ok. 15 min. Po tym czasie dorzucić obrany czosnek i ponownie piec ok 20-25 min. Warzywa po wystudzeniu wystarczy dokładnie zblendować i doprawić wg. uznania. Pasta jest idealna do chrupiącego pieczywa.

IMG_20180616_112545.jpg

Smacznego…

 

Jeden dzień z życia leniwej Nie-leniwej Pani Domu…

Stare mądre powiedzenie: „święta , święta i po świętach” niesie za sobą poczucie objedzenia, o dziwo zmęczenia oraz trochę rozleniwienia. Co prawda pomimo, iż w tym roku to ja miałam okazję pełnić zaszczytną rolę gościa, to jednak czuję się nieco oderwana, rozbita. Nawet dzisiejsze słonce nie dało rady naładować mnie dostateczną dawką energii.

kasza 2.jpg

Także, żeby nie było, że jestem zawsze taka pracowita i niezniszczalna. Dzisiejszy obiad w wersji nie tylko fit ale również fast, tylko w nieco zdrowszej wersji…

Składniki:
– mieszanka kasz i ryżu
– pieczarki
– papryka
– bób (mrożony)
– cukinia
– oliwki
– nać pietruszki
– suszone pomidory

Kaszę i ryż, bób ugotować. Warzywa surowe podsmażyć lekko na oleju kokosowym. Pokroić suszone pomidory, pietruszkę i oliwki. Wszystko razem połączyć, doprawić sosem sojowym, ziołami, pieprzem, solą i gotowe.

kasza 1.jpeg

Cóż czasami i takie dni bywają. Dodam, że dzisiejszy obiad jest świetnym pomysłem na lunch do pracy ( o ile cokolwiek zostanie)…

 

 

Warmińsko-mazurskie spotkanie blogerek- wspomnienia…

 

O tym, jak bardzo pozytywna energia może być zaraźliwa mogłam się przekonać na tegorocznym Warmińsko-Mazurskim spotkaniu blogerów, zorganizowanym z okazji Dnia Kobiet. Organizatorką zlotu szalonych kobiet była Roksana Prusaczyk, na co dzień prowadząca bloga Dzwoneczkowo. Roksana „Brawo Ty”, pełen profesjonalizm, „10” za atrakcje i atmosferę. Nie wiem, jak Ty tego dokonałaś, że pomimo iż nie miałam okazji poznać dziewczyn nigdy wcześniej, miałam wrażenie jakbyśmy znały się od kilku lat…

W-M PLAKAT

To spotkanie było dla mnie szczególnie bliskie, gdyż odbyło się w moim kochanym Olsztynie, gdzie miałyśmy okazję docenić walory nowo wyremontowanego hotelu, restauracji Kopernik. Partnerami spotkania były również: 7 th Heaven, który obdarował nas niezłym zapasem maseczek do twarzy (oj będzie się działo) oraz Prószyński i S-ka, który w podarował nam książeczkę Różowa Czapeczka. W mgnieniu oka znalazła się ona w rękach mojej córci.

maseczki.jpeg

Ale wszystko od początku…

Tegoroczny Dzień kobiet trochę mi się przeciągnął, nawet nie myślałam, że będzie tak wyjątkowy. Zawsze uwielbiałam poznawać nowych ludzi, a spotkania w gronie kreatywnych kobiet są dla mnie jak baterie power turbo. Tym razem również naładowałam akumulatory na maksa. Poznałam wyjątkowych ludzi, których łączy jedno otóż- pasja, i to nie jedyna.

W ramach warsztatów miałyśmy okazję zapoznać się z produktami firmy Melaleuca, o których z zamiłowaniem opowiadały Justyna Muzyczuk i Aldona Kondrat. W dobie wszechogarniającej chemii i problemów cywilizacyjnych, jakimi są problematyczne alergie, miałam okazję zapoznać się z kosmetykami oraz produktami stosowanymi do pielęgnacji domu, opartymi na naturalnych składnikach. Niestety sama w swojej rodzinie borykam się z problemem alergii, więc temat był jak najbardziej dla mnie strzałem w dziesiątkę. A tak swoją drogą, byłam pod ogromnym wrażeniem, jak Justyna i Aldona z pasją opowiadały o swojej pracy… Dziewczyny dla każdej z uczestniczek spotkania przygotowały prezent niespodziankę, ja wylosowałam świetny krem, który idealnie wpasował się do mojej kosmetyczki.

kosmetyki.jpeg

Dzień rozkręcał się coraz bardziej. Będąc małą dziewczynką, a było to bardzo dawno temu bawiłam się, że jestem panią kwiaciarkę. O zgrozo obecnie kwiaty nie bardzo mnie lubią i jak do tej pory przetrwały w moim domu jedynie dwa. No może jako sukces florystyczny mogę zaliczyć moje zamiłowanie do ozdabiania swoich tortów żywymi kwiatami. I oto na Spotkaniu dano mi szansę na zmierzenie się z wyzwaniem florystycznym. Fragment swoich tajników przekazały nam dwie miłośniczki darów natury, na co dzień działające w olsztyńskiej kwiaciarni Kwietnik. Może nie jestem szczególnie uzdolniona w tej dziedzinie, ale udało mi się własnoręcznie przygotować stroik – namiastkę wiosny, zamkniętą w słoiku. Niby takie proste, a jednak… Dziewczyny, będę do Was wracać, są pewne rzeczy, które należy zostawić profesjonalistom…

W-M KWIACIARKI

 

słoik.jpeg

moja twórczość artystyczna…

Kulminacyjnym punktem warmińsko-mazurskiego spotkania blogerów były warsztaty, ba uczta zapachów z Anią Wałukanis KLU ART. Zawsze wydawało mi się, że zrobienie własnoręcznie świecy graniczy z moimi możliwościami. Otóż nie, to jest bajecznie proste, ba rzekłabym bardzo przyjemne i szybkie. Tak, zrobienie świecy zajmuje dosłownie chwilę. A wiedzę tę zawdzięczam właśnie Ance, kobiecie petardzie- tak to określenie idelnie pasuje do niej, co prawda lont zamieniła na knot, ale moc jest…

W-M ZAPACHY

MOJE ŚWIECE.jpg

Jak już napisałam na samym początku, takie spotkania to przede wszystkim nowe znajomości. Każda z nas na pozór inna, ale każda ma cel, pasję, energię, radość. Dziękuję Wam wszystkim razem, ale i z osobna za wspaniale spędzony czas. Dziewczyny, oby częściej i oby jeszcze w większym gronie.

W-M 1 GRUPOWE

No i wisienka na torcie, a raczej „truskawka” – na spotkaniu miałam ogromne szczęście spotkać jeszcze dwie blogerki kulinarne, takie same maniaczki od garów jak ja. I to skąd, otóż z Olsztyna. Trzy bratnie dusze, które w ramach relaksu wybierają blachę lub garnek zamiast spa… (no bez przesady, ale fakt wszystkie trzy czerpią radość z gotowania). Coś czuję, ba jestem przekonana, że ta znajomość nie jest przypadkowa i będzie miała wspaniałą przyszłość. Także, Olsztynie miej się na baczności…

my

Natasza (Sajkofanka Smaku), Maja (kuchnia psychola) no i ja …

 

 

Z tęsknoty za słońcem…

Czy Wy również tak bardzo tęsknicie za promieniami słońca?

Dopiero co zima tak naprawdę pokazała na co ja stać, a ja już mam dość i pragnę wiosny, wiosny… Choć nie widać jej za oknem, to przynajmniej jest na moim talerzu.

dziem 2

A tak przy okazji, to potrzeba jest matką wynalazców. I tu muszę się przyznać, że potrzeba dżemu zrodziła się z chęcią na naleśniki. A że akurat jestem chwilowo uziemiona w domu i jakiegokolwiek dżemu w mojej spiżarni już brak, musiałam go sobie sama stworzyć. Niemal celebrowana przeze mnie ostatnia dynia ze spiżarni świetnie wkomponowała się w kilogramy cytrusów, które w ostatnim czasie pochłaniam bez umiaru. I w ten oto sposób powstał bardzo szybko dżem dyniowo-pomarańczowy z odrobiną nuty cytryny, limonki, imbiru i cynamonu.

Składniki:
-1 kg pokrojonej dyni (mrożona również spełni swoje zadanie)
-4 pomarańcze
– 1 cytryna
– 1 limona
– 1 łyżka startego imbiru
– 1 laska cynamonu
– 1 szkl. brązowego cukru (cukier dodaję wg. smaku)

Wykonanie:

Dynię zasypać cukrem na ok. 1 godz. Następnie podlać odrobiną wody (1/3 szkl.) i lekko podgotować z laską cynamonu. Z 2 pomarańczy dokładnie wycisnąć sok, z 2 pozostałych wyciąć fileciki. Wrzucić do dyni i razem gotować, co chwile mieszając. W tym momencie dodałam również imbir, który nie tylko ma wspaniałe właściwości smakowe, ale również prozdrowotne. Z cytryny i limonki zetrzeć skórkę (oczywiście po uprzednim ich wyszorowaniu i sparzeniu), wycisnąć sok i dodać do bazy. Wszystko razem pogotować – ok. 1 godz. Kiedy dynia będzie już miękka, wyjąć laskę cynamonu i wszystko zblendować. Można oczywiście doprawić dżem cukrem lub cytryną wg. uznania.

Dżem ten nie należy do klasycznych powideł, które smażone są przez trzy dni. To raczej szybki dodatek do krótkiego przychowania w lodówce. Oczywiście można go przygotować do spiżarni, ale wówczas należy go dłużej smażyć i następnie zapasteryzować.

Z uwagi , iż nie wyszło go dużo jak dla armii wojska i jest bardzo smaczny nie przetrwa w mojej lodówce dłużej niż kilka dni.

 

Jak dobrze wypaść, żeby nie wypaść… Czyli trochę mądrych rad na temat przyjęć…

Można by rzec: Musztarda po obiedzie, spóźniony zapłon czy bardziej optymistycznie: Lepiej późno niż wcale… Ja, ta z natury optymistka wybieram wariant trzeci.

No cóż, choć karnawał już za nami, to jednak w najbliższej perspektywie są Święta. A wiedza jaką ostatnio posiadłam, a którą chciałabym się z Wami podzielić jest bezcenna. Niby tak ja już duża, niby taka doświadczona, a zawsze o czymś istotnym zapominam.

 Teraz już raczej mi się to nie przydarzy, odkąd wynalazłam w swojej biblioteczce książkę, ba wręcz podręcznik savoir vivre pt. „Desery” autorstwa W. Długosz i A. Szczepańska. Książka z 1958 roku, bardzo mnie zaintrygowała, nie tylko praktyczną wiedzą na temat ciekawych przepisów, ale również zagadnieniem, wręcz istną procedurą przygotowania przyjęcia. Przepisy oczywiście będę testować i w swoim czasie zdam szczegółową relację. Ale tym razem nie o tym.

2 przyjecie

Posłużę się zatem kilkoma cennymi cytatami:

Po 1.

„Każda gospodyni co pewien okres czasu staje wobec problemu zorganizowania niewielkiego i niekosztownego przyjęcia popołudniowego z okazji wizyty krewnych, znajomych lub imienin”.

No cóż samo przygotowanie przyjęcia (tak znamiennie powiedziane) nie stanowi dla mnie raczej większego problemu, gorzej ze spełnieniem kryterium niewielkiego i co gorsza niekosztownego. Ot jest sztuka, którą chciałabym zgłębić…

Po 2.

„Przygotowując słodki podwieczorek należy: a) ustalić datę przyjęcia, b) obliczyć ilość zaproszonych gości, c) ustalić dokładnie zestaw posiłków- oczywiście w zależności od możliwości finansowych. Następną czynnością jest wcześniejsze zakupienie przewidzianych w zestawie produktów i odpowiednie ich przychowanie. Należy także pamiętać o przygotowaniu odpowiedniej ilości naczyń, sprzętu stołowego, szkła (…). Jeśli nie posiadamy dostatecznej ilości nakryć stołowych, względnie mamy zbyt małe mieszkanie, należy raczej urządzić przyjęcie w dwóch terminach (…) W dniu przyjęcia należy przygotować słodkie potrawy i napoje oraz kupić kwiaty do dekoracji mieszkania i stołu. Wszystkie przygotowane czynności powinny być zakończone przed przybyciem zaproszonych gości” .

No i tu już pojawia się kolejny problem. Data przyjęcia często u mnie bywa bardzo spontaniczna, a ta które jest staranie zaplanowana rozjeżdża się z powodów nieprzewidzianych jak np. choróbsk, atakujących ze wszystkich stron. Poza tym JA o zgrozo często niektóre potrawy wykonuję podczas trwającego przyjęcia, najczęściej tych mniej oficjalnych. Ot i fo pa- a ja myślałam, że tym sposobem moi goście czyją się swobodnie, niemal jak u siebie w domu. Nie żebym zaganiała do prac- a co to nie, w moim domu GOŚĆ to GOŚĆ. Ale tak po prostu z lampką wina i miłą pogawędką dokańczam swoje specjały. Na szczęście nikt z tego powodu raczej na mnie się nie obraził (przynajmniej mam taką nadzieję). Ale może pora to zmienić, w końcu to nie wypada.

Po. 3.

„Bardzo istotnym zagadnieniem jest estetyczne podanie przygotowanych potraw. Ma to wpływ na dobre samopoczucie gości, pobudza apetyt i świadczy o kulturze domu. Dlatego gospodyni urządzająca przyjęcie powinna zwrócić uwagę na: a) czystość nakrycia i zastawy stołowej, b) estetyczne ułożenie potraw, c) sprawną obsługę gości”. „(…) nawet przy najskromniejszym nakryciu trzeba pamiętać o ozdobieniu stołu ciętymi kwiatami. Kwiaty powinny być ustawione pośrodku stołu i niskich wazonach, aby nie zastawiały widoku siedzących przy stole (…)”.

1 przyjecie.png

I tu raczej mogę odetchnąć z ulgą uff… O moją dbałość o jakość prezentacji swoich poczynań kulinarnych raczej nie muszę się martwić. Stale coś udoskonalam, podglądam, testuję, wymyślam, Jednym słowem mam na tym punkcie …

I co niby takie banalne, a jednak…

Także moje drogie gospodynie, uczmy się od starszych i pracujmy, pracujmy na sobą. A swoją drogą, szkoda, że w dzisiejszym książkach kulinarnych nie ma tak cennych wskazówek..

Owsiane ciasteczka z bakaliami…

Jak wiele wysiłku trzeba włożyć w edukację dziecka wie każdy rodzic. Będąc mamą 15-latka i 7-latki na co dzień borykam się z niemal syzyfową pracą w uświadamianiu dzieciom jak ważny jest zdrowy posiłek, dlaczego nie warto kupować reklamowanych batoników itd…

Gotując dla mojej rodziny czasem i ja idę na kompromisy. Przecież nie chodzi tylko o to aby całkowicie wszystkiego dzieciom zakazać. Małymi krokami można zajść naprawdę daleko. Poza tym ja nigdy nie zrezygnują z masła czy jajek. Uważam, że dieta urozmaicona jest najlepsza ze wszystkich, a tym bardziej dla dorastających dzieci.

ciastak 2.jpeg

Składniki:

– 3 jajka
– 1 kostka masła
– ½ szk. brązowego cukru
– 1 szk. mąki (u mnie ½ orkiszowej i ½ pszennej tortowej)
– cukier wanilinowy (u mnie wanilia)
– 2 łyżeczki proszku do pieczenia
– 2 szkl płatków owsianych
– 200 g. słonecznika
– 50 g rodzynek
– 50 g żurawiny
– 100 g wiórek kokosowych, garść siemienia lnianego i garść sezamu
– ½ tabliczki gorzkiej czekolady (posiekać).

Wykonanie:

Masło rozpuścić i wystudzić. Jajka ubić z cukrem i wanilią. Mąkę wymieszać z proszkiem do pieczenia oraz pozostałymi sypkimi składnikami. Do sypkich produktów dodać ubite jajka i na koniec masło. Wszystko razem połączyć. Formować ciasteczka (zwilżoną ręką) i piec w 175 st. C ok. 15-20 min. (do uzyskania złotego koloru- czas zależy od piekarnika, ja piekę z termoobiegiem).

Babeczkowe kaszotto z warzywami

Na samą myśl o wiośnie przychodzą mi do głowy trzy skojarzenia: zieleń, słońce i idealna figura. No może raczej dążenie do niej. Zbliża się data moich kolejnych urodzin, co nastraja mnie coraz większym zapałem i energią. Tak właśnie energią, którą czerpię z każdej możliwej strony. A jedzenie jest jej największym akumulatorem.

Z serii jutro zabieram ze sobą do pracy:

Składniki:

  • 1 szkl mix kasz ( u mnie orkiszowa, pęczak, bulgur, soczewica)
  • ½ szklanki ugotowanego bobu (mrożony świetnie się sprawdza)
  • 6 suszonych pomidorów
  • 2 garście szpinaku
  • 2 ząbki czosnku
  • garść pokrojonej pietruchy
  • kilka oliwek
  • 2 jajka
  • 1 łyżka mąki pszennej
  • 1 łyżka parmezanu
  • forma (blaszka) na Muffiny

babeczki kaszitto 2.jpeg

 

Sposób wykonania:

Kaszę ugotować do miękkości (aby była lekko rozklejona). W tym samym czasie ugotować bób, który po ostudzeniu należy oczyścić z łupinek. Szpinak lekko podsmażyć na oliwie z czosnkiem i chili. Pokroić pietruszkę, oliwki, suszone pomidory. Wszystkie składniki połączyć razem, doprawić wg uznania (u mnie pieprz kolorowy, sól). Rozbełtać 2 jajka z łyżką mąki, parmezanem, które następnie dodać do kaszy.

Formę na muffiny wysmarować masłem, napełnić farszem i piec ok. 20-25 min. w 180 st. C.

Mini pączki czy oponki- wybór należy do Ciebie…

Przepis na twarogowe oponki towarzyszy mi od niepamiętnych lat. Jako dziecko zajadałam się nimi w formie oponek, jednak moje dzieci uwielbiają je w postaci mini pączków.
O zgrozo są równie pyszne co kaloryczne, ale cóż jak karnawał to karnawał… Wszystko jest dozwolone, wybaczone, a nawet śmiem podkreślić zalecane. Są dziecinnie proste
w wykonaniu, ekonomiczne, przepyszne i co najważniejsze nigdy nie masz ich dość…

pączki 3

Składniki:
– ½ kg maki pszennej typ 450 (plus mąka do podsypki, w sytuacji gdy ciasto będzie się kleiło)
– ½ kg twarogu półtłustego
– 1 łyżeczka sody
– 3 jaja
– cukier waniliowy
– ½ szk. cukru
– 1 łyżka spirytusu
– cukier puder do posypania
– olej do smażenia

Twaróg pokruszyć i połączyć ze wszystkimi pozostałymi składnikami. Wyrobić na jednolite (nieklejące się ciasto- w razie konieczności podsypanie mąką). Porcjami wałkować na blaty grubości ok. 1 cm. Wykrawać za pomocą kieliszka kulki, które należy smażyć na głębokim tłuszczu. Jeszcze ciepłe obtoczyć w cukrze pudrze i zajadać się nimi bez końca…

Create a free website or blog at WordPress.com.

Up ↑